Urlop urlopem, czas do pracy! Ale zaraz zaraz… gdzie jest szczęście?!

bieniaPrzez ostatnie dwa dni urlopu zrobiłam, przeczytałam i dostarczyłam do swojego umysłu więcej informacji niż przez ponad tydzień kiedy wylegiwałam się nad morzem.
I wiesz co?
Dobrze mi z tym.
Dobrze mi z tym, że przez 7 dni moje działania ograniczały się do podtrzymywania czynności życiowych, które urozmaicone były spacerami, masażami, leżeniem na plaży i słuchaniem szumiącego morza, rozmowami z mama i bliskimi (no dobra, uczciwie przyznam, że zdarzyło mi się jeszcze wejść na fejsa i insta żeby wrzucić fotki dzieląc się tą radością z nicnierobienia). Piękny stan. Chciałabym go doświadczać znacznie częściej bez spiny, że gdzieś trzeba być, coś zrobić czy nawet coś zobaczyć. Zobaczę to zobaczę, nie zobaczę, to też fajnie – skorzystam na tym inaczej.
Miałam nawet pewną koncepcję przed wyjazdem, że poświęcę urlop na pisanie inspirujących postów motywujących do życia, albo kontynuację pisania książki, o której wspominałam kilka tygodni temu, ale jak szybko mi to przez myśl przeszło, tak szybko wybiłam sobie to z głowy.
Dlaczego?
Żyjąc w codziennym ruchu człowiek czasem tak bardzo pragnie zwiększać swoją efektywność, że aż do bólu, do granic możliwości chce się wyżyłować i wycisnąć ze wszystkiego – łącznie z sobą, jak najwięcej. Niby nic złego, życie jest tylko jedno (o czym boleśnie się przekonałam kiedy mój tata zmarł kilkanaście lat temu, wiec nie pozostawiło mi to żadnych złudzeń na okres bycia nastolatką i później).
Mimo to coraz częściej dochodzę do tego, że w życiu chodzi o to żeby żyć (czego, w którymś momencie każdy „człowiek sukcesu”  naucza, pewnie niejednokrotnie czytałeś o tym na blogach czy w poradnikach tych, którzy po osiągnięciu sukcesu stwierdzili, że tak na prawdę nie chodzi o pieniądze tylko o… i tutaj padają różne odpowiedzi od łowienia ryb, przez mieszkanie w szałasie a skończywszy na różnych ekstremalnych wyczynach).
A przecież Ty czy ja, dobrze o tym wiemy, może tylko w natłoku codzienności za rzadko praktykujemy?
Żyć, czyli nie tylko ciągle realizować cele, plany i kolejne punkty z listy. Oczywiście, to jest fajne i bardzo pomaga na co dzień. Tak sobie ten świat skonstruowaliśmy, że efektywność ma znaczenie, nie można jednak zapominać o równowadze i dostarczaniu sobie przyjemności – można też zrobić sobie listę tych przyjemności żeby zdążyć ze wszystkimi albo chociaż z połową 😉 i przynajmniej ramowo zaplanować ich realizację.
Zastanów się przez chwile, co sprawia Ci przyjemność?
Co daje poczucie relaksu, odprężenia?
Pozwala Ci poczuć się totalnie beztrosko?
Powoduje, ze buzia sama Ci się śmieje?
Ja taki błogostan osiągam m.in. spacerując brzegiem morza, w słońcu, czując jak fale muskają moje stopy, a piasek albo drobne kamyczki od spodu je masują. Coś pięknego. Pełna harmonia z przyroda, ze Wszechświatem. I nie potrzebuje wtedy żadnych ćwiczeń, technik, żadnego wprawiania się w dobry stan.
Po prostu jestem, czuje i doświadczam tu i teraz.
TU i TERAZ.
To jest dla mnie szczęście <3
pozdrawiam,
Magdalena
P.S. Jeśli wpis Ci się podobał zostaw lajka i podziel się ze znajomymi. Dzięki wielkie!